niedziela, 25 grudnia 2016

Słowiańskie ślady.

Dzisiejszy wpis będzie troszeczkę nietypowy z uwagi, iż będzie to opowieść o kilku miejscach. Jednocześnie chciałbym na wstępie zaznaczyć, że dzisiejsza opowieść została zainspirowana korespondencją, którą co jakiś czas otrzymuje od moich czytelników i jest związany z ich pytaniami dotyczącymi tematyki „Słowiańskiej”. Wielu z Was zadaje mi pytanie czy w naszym regionie można znaleźć ślady dawnych Słowian gdzie ich szukać jak rozpoznać takie miejsca. Z całą pewnością nie uda mi się w dzisiejszej opowieści odpowiedzieć na wszystkie Wasze pytania i tematy, które poruszacie w swojej korespondencji, gdyż w tak krótkim poście nie da się wszystkiego przekazać i opowiedzieć.


Kamienna Baba w Neplach.


Przyszło nam mieszkać na ziemiach pogranicza i chociaż granice naszego państwa przez wieki ulegały licznym przesunięciom to tak naprawdę wciąż nasze tereny zawsze były pograniczem. Gdyż to tu ścierały się ze sobą różne wpływy i kultury, które pozostawiły po sobie wiele zagadkowych śladów historycznych, nad którymi wciąż trwają dyskusje historyków tak jakby, choć w przypadku „Kamiennych Bab”. Kto i w jakim celu je pozostawił wśród pól? Co miały symbolizować i czym tak naprawdę są?

Kamienna Baba w Woskrzenicach.


Kamienna Baba w Pratulinie.

Oficjalną historię tj; od czasów chrztu polski znają wszyscy, no powiedzmy przynajmniej powinni znać wszyscy. Ale co było wcześniej?
Chyba każdy z nas zna legendę o Lechu, Czechu i Rusie. Ale z całą pewnością nie wszyscy wiedzą, że od tego właśnie imienia pierwszego władcy Lecha powstało państwo noszące nazwę Lechia a mieszkańców jego nazywano Lechitami. Jak głoszą przekazy pierwsze starożytne państwo polskie pierwej zwało się Lechią.
Inną ciekawostką jest, iż pierwotnie dawna słowiańska legenda o „Lechu, Czechu i Rusie”, brzmiała inaczej. Mówiła ona, że ojcami ludów słowiańskich było trzech  braci: „Lech, Czech i Mech. Od Lecha miała pochodzić szlachta, od Czecha mieszczanie, a od Mecha kmiecie. Ci trzej bracia mieli siostrę Wylinę, która haniebnej przeciw nim dopuściła się zdrady, podczas walki z Rzymianami, Za przestępstwo to została zabita w Krapinie, a następnie pochowana w lesie Strachinie”. cytat zaczerpnięto z książki pt: „Słowiańscy Bogowie”.
Co ciekawe w jednej z dawnych kronik znajdujemy poniekąd pewne potwierdzenie tej legendy gdyż jak mówi zapis „Dla tego z kronik Lechitów czyli Polaków to tylko (piszę) co się do samej genealogij Książąt ściąga”, (oryginalne tłumaczenie z Łaciny „Rozprawy Tyczące się Pierwotnych Dziejów Polski” ).
A więc jak widzimy od Lecha pochodzili szlachetnie urodzeni.


Słowiański Krąg.


Jak pisał Ks. Roman Soszyński w swojej książce Pt: „Parafia Św. Anny w Białej Podlaskiej” – „Lasy mają swoje życie, swój świat i swoje sprawy. A mają też i swoje tajemnice. Mają je i lasy bialskie. Oto w lasach Grabarki i Jażwin duże zainteresowanie wzbudzają trzy tajemnicze regularne kręgi – zagłębienia o 70 – metrowej średnicy. Wszystkie leżą na linii prostej i są identyczne. Przypuszcza się, że mogły one służyć pogańskim kapłanom do obliczeń astronomicznych. Ciekawość wzbudza też grupka trzech kurhanów koło Czosnówki przy rzece Krzna i na łąkach przy Holi. Tworzą one trójkąt równoramienny.
W lesie koło wsi Surmacze znajduje się olbrzymi kamień, z wyżłobieniem w środku. Uznany jest za pomnik przyrody”.
My również chcąc poznać te wszystkie tajemnice lasów odszukaliśmy te miejsca, o których wspominał Ks. Roman Soszyński. Ale czy to znaczy że już wszystko zostało odkryte odnalezione i opisane z całą pewnością nie.



Kurhan na Holi.


Nader często podczas naszych podróży do miejsc, które omija współczesna cywilizacja, a w których żyli niegdyś Słowianie zdarzało nam się w ich pobliżu napotykać znacznych rozmiarów kamienie i głazy. Czy to tylko przypadek? Być może miały one kiedyś jakieś praktyczne zastosowanie. A być może miały związek z dawnymi wierzeniami Słowian.
Wszak jedno z wierzeń słowiańskich rozpowszechnionych na ziemiach polskich mówi o Kamiennym niebie, z którego Bóg chcący ukarać ludzi zrzuca z niebios kamienny grad i pioruny. A opowieści ludowe o Kamieniach Perunowych spisywano jeszcze w XX wieku.






Słowianie.
Słowianie skąd pochodzą i od kiedy zamieszkują nasze ziemie? Od dawna historycy na ten temat toczą spory. Często motywowane względami politycznymi (zwłaszcza podczas zaborów i II wojny światowej) z domieszką wszelakiego rodzaju ideologii pytanie to, do dnia dzisiejszego pozostaje bez jednoznacznej odpowiedzi. Chociaż wydawać by się mogło, że najnowsze badania dotyczące DNA daje w tej gestii odpowiedź, iż nasze ziemie zamieszkujemy, od tysiącleci. To jednak wielu wciąż nie przekonuje i uparcie żądają dowodów  twierdząc, że Słowianie skądś tam przywędrowali na te tereny.






Lachy, Lechici, Lechja.
Trudno dzisiaj odpowiedzieć czy w dawnych czasach istniało Imperium Słowiańskie zwane Lechją. Wielu współczesnych historyków na ukazujące się wszelkie wydania na ten temat odpowiada z kpiną twierdzące, że jest to fałszerstwo lub wyczyny jakiegoś żartownisia. W rzeczywistości tematyka „Imperium Lechickiego” poruszana jest od wieków i od wieków z taką samą zaciekłością zwalczana i szyderczo wykpiwana. A każdy argument przedstawiany jako dowód przez zwolenników historii o „Wielkiej Lechii”, jest przez przeciwników okrzyknięty jako fałszerstwo.
Co ciekawe nawet kroniki Kadłubka w której to znajduje się zapis na temat Lechitów, to według przeciwników Lechii niewiarygodny zapis. A jako ciekawostkę należałoby podać, iż tytuł pierwotnego wydania Kadłubka brzmiał „Historia Chadłubkonis de initiis Lehitarum seu Polonorum”, Czyli (Lechitów zwanych Polakami).
W 1847 roku w Poznaniu została wydana książka Pt: „Rozprawy Tyczące się Pierwotnych Dziejów Polski”. Napisana przez S.
Autor tejże ksiązki, w rozdziale zatytułowanym „Lachy, Lechici, Lechija.”. Stara się za wszelką cenę udowodnić, że nazwa Lechia to wymysł i chociaż sam wyszukuje różne dawne kroniki, w których padają takie nazwy to zadaje im kłam, fałszerstwo lub pomyłkę pisarską. Nie wiem wprawdzie jak można pomylić wyraz Polak i Lechita, ale ten sam autor przytacza następujący fragment „Długosz, zm. 1480. Historia polonia Libr. – Tom. I. Lib. I. p. 22. wydanie Lipskiego. (Oryginalne tłumaczenie z łaciny): „Jakkolwiek od pierwszego Xiążęcia i założyciela Lecha, kraj jego Lechią, a ludy Lechitami są nazywani….. daléj
od sąsiednich w koło mieszkających ludów Polanami, to jest na polach osiadłymi zwykle są nazywani”.
Chyba każdy z nas wie o tym, że Rosjanie po dziś dzień nazywają Polaków Lachami, a nazwa ta po raz pierwszy została zapisana w kronice mnicha Kijowskiego Nestora który zapisał: „Słowianie owi przeszedłszy, osiedli nad Wisłą i przezwali się Lachami. Ci Lachowie wzięli imie Polanów, a Lachowie drudzy (są) Luticzi, inni Mazowszanie inni Pomorzanie i.t.d.”. (oryginalne tłumaczenie z rosyjskiego z książki pt: „Rozprawy Tyczące się Pierwotnych Dziejów Polski”. Napisana przez S.).
A więc czy jesteśmy potomkami Lechitów? Niech każdy już sam sobie na to pytanie odpowie wedle własnego rozumu.



Tereny wokół Słowiańskiego Głazu Ofiarnego.



Słowiański Głaz Ofiarny.

W lasach koło Surmacz znajduje się olbrzymi Słowiański Głaz Ofiarny z charakterystycznym wyżłobieniem. Z całą pewnością miejsce to miało dla dawnych Słowian szczególne znaczenie. Stefan Grodziski w swojej książce pt: „Moje Podlasie”, opr. i red. Wacław Kononow, wyd. 2004 r. Dość szczegółowo opisał głaz ofiarny ale co również nie jest bez znaczenia. Dość dokładnie opisuje teren wokół tegoż miejsca. Gdyż jak wiemy las wciąż się zmienia zwłaszcza w dzisiejszych czasach gdzie człowiek niezwykle brutalnie ingeruje w przyrodę.
„Po przejściu bagienka, na którym rosną maleńkie, dzikie kalie wzmiankowanej strugi, dopływu Krzny, gościniec wspina się na niewysokie wzgórze. Wchodząc tam zawsze mam wrażenie, że wkraczam do prastarej świątyni pogańskiej. Wzgórze jest porośnięte przepiękną pięćsetletnią dąbrową, przeplataną trzystuletnimi sosnami”.

Słowiański Głaz Ofiarny w Lasach koło Surmacz.




My podczas swoich wędrówek po lasach w rejonie Surmacz odnaleźliśmy ślady które mogą świadczyć o tym, że w dawnych czasach wokół „Słowiańskiego Głazu Ofiarnego”, istniała kiedyś osada. Niestety w wyniku późniejszej działalności człowieka miejsce to zostało zmienione a wiele śladów zatartych.




Wierzenia dawnych Słowian.
Słowianie jako poganie wierzyli w jednego stwórcę wszechświata Boga symbolizującego trzy potęgi istniejącego jako trzy osoby. Trzy różne osoby trójcy, jednym zawsze były bogiem.
Prawda, że brzmi znajomo?
Bóg jedyny Jessa, Jassen lub Jesse był bogiem bogów. W starym języku Słowian Jessen znaczy jestem. A więc był istotą, która mówi o sobie jestem, czyli istotą osobistą i siebie samego świadomą. W nim miało źródło i z niego wypływało wszelkie jestestwo. Jessa jednym wszechmocnym słowem stworzył świat.
Boh (od niego powstało Bóg) - jest drugą nazwą Jessy stwórcy wszechświata. Tak jak od Jessy pochodziło jestestwo tak od Boha bywstwo, bóstwo. Jessa i Boh to ten, który jest i będzie od wieków na wieki.
Halu – wszechmocne i światotwórcze słowo boga Jessy. Halu tworzyło, odnawiało i niweczyło świat, zamykając w sobie wieczność stającą się czasem. Ludy słowiańskie zwykle przed bitwą wykrzykiwały halu!
Trygław – Był to ten sam Jessa, bóg najprzedniejszy. Wyobrażany w płci męskiej i żeńskiej zarazem o trzech głowach na jednym torsie. Gdy Trygław urwał sobie głowy z ich rozlanej krwi zrodzili się inni bogowie wraz ze swoimi bóstwami, którzy zajęli się dalszym stwarzaniem i urządzaniem świata. Głośnym niegdyś miejscem kultu Trygława były Wolin, oraz Szczecin.
Biełboh – powstał z głowy i krwi białej Trygława, był panem i królem wszystkich bogów białych. Był bogiem światłości i dobrego rozdawca oraz szafarzem bytu. Pod jego rozkazami stało siedem potęg świetlanych lub święta siódemka niebieska.
Światowid – lub Swantewit, pierwszy pomocnik Biełboha i główny słup świetlany, w którym zamieszkiwał Biełboh i sam Jessa. Uważany był za oko boże na niebie, przed którym nic ukryć się nie zdoła, za ducha bożego na słońcu.
W tym miejscu zakończę wymienianie Słowiańskich bogów gdyż było ich zbyt wielu aby wymienić wszystkich. Celowo kończę na Światowidzie, który jest obecnie u nas chyba najbardziej znanym słowiańskim bogiem, choć jak widać nie był wcale najważniejszym z pośród bogów. Wpływ na Słowiańskie wierzenia w dużej mierze miało otoczenie w jakim zamieszkiwali i ich postrzeganie świata. Natomiast nazewnictwo bogów ulegało stopniowym zmianom wraz z powstającymi różnicami w języku Słowian.

Lasy Kijowieckie




Lasy Kijowieckie również kryją w sobie tajemnicę dawnych Słowian. Wśród gęstwiny leśnej znajduje się w nich przypuszczalnie dawne grodzisko o średnicy ponad 70 metrów, otoczone jest z wyraźnie widoczną fosą i słabiej czytelnym już obwałowaniem. Niestety w tym przypadku jak dotychczas nie udało mi się znaleźć żadnych informacji pisanych na jego temat.





Innym niezwykle ciekawym obiektem jest położony wśród rozległych pól i łąk dawny obóz warowny o podwójnej linii wałów w miejscu zwanym „Horodysko”. Znajduje się on między wsiami Huszlew i Makarówka. Jest to jedyny jak dotychczas odkryty na ziemiach polskich obóz warowny. Niestety odkrycia tego dokonano dopiero po fakcie, gdy miejscowy rolnik postanowił przy pomocy spychacza wyrównać teren niszcząc w ten sposób do połowy bezcenny i unikalny zabytek. Archeolodzy chcąc zabezpieczyć zabytek wówczas dokonali odkrycia, że wzdłuż wałów po wewnętrznej stronie znajdowały się budowle, natomiast środek warowni był pusty, co by wskazywało na to, że był to plac ćwiczebny. Według jednej z hipotez Warownia została założona przypuszczalnie jeszcze w czasach pogańskich przez Mieszka I, który w ten sposób chciał zabezpieczyć granicę. Jak przypuszczają archeolodzy w tym czasie miała powstać cała sieć warowni zabezpieczających granicę kraju.

Fragment mapy Austro Węgierskiej z 1911 roku. M 33.Biała. Karte des westlichen Russlands. Mafsstab 1:100 000.



Miejsce to znane było archeologom już od dawna gdyż po raz pierwszy zostało naniesione na mapy już w 1911 roku. A pierwszych badań archeologicznych dokonano jeszcze w okresie międzywojennym, jednak początkowo sądzono, że miejsce to było zwykłym grodem mieszkalnym.






Na zachodnim krańcu wsi Gnojno znajduje się dość ciekawe widoczne z daleka i wyróżniająca się w terenie wzniesienie o całkowicie płaskim szczycie i stromej skarpie od strony wschodniej. Podczas prowadzanych tu badań archeologicznych odkryto ślady osadnictwa z epoki żelaza a więc jeszcze z  p.n.e.
Inne ślady osadnictwa w tym miejscu pochodzą z XI - XII wieku.






Miejsce to z całą pewnością jest doskonale znane dla wielu wędkarzy gdyż to w tym miejscu przebiegają drogi prowadzące do ulubionych przez nich łowisk na rzece Bug w okolicach skarpy znajdującej się w Borsukach. Skarpa w Borsukach jest doskonałym punktem widokowym z którego rozciąga się widok na wijący się w dolinie Bug. Druga droga polna prowadzi zaś nad tzw: „Bindugę”, będącą w dawnych czasach portem rzecznym na Bugu. Binduga zasilana jest strumieniem spływającym wąwozem ze wzgórz i szczególnie w okresie letnim jest miejscem niezwykle urokliwym. Dla dawnych Słowian bliskość strumienia i dostęp do wody miało szczególne znaczenie. Wiele właśnie takich miejsc spełniających szczególne warunki przyrodnicze Słowianie uznawali za święte wznosząc w ich pobliżu swoje święte ołtarze.








Być może i płaskowyż w Gnojnie lub jego okolice był uważany za takie miejsce święte. Ja spacerując po jego szczycie dostrzegłem coś, co chyba umknęło uwadze archeologów. Dostrzegłem widoczne w dole olbrzymie głazy. Jak wiemy dawni Słowianie otaczali czcią uznane przez siebie święte głazy, które bardzo często pełniły rolę ołtarzy ofiarnych lub źródła mocy. 






Czy zatem płaskowyż w Gnojnie pełnił jakąś szczególną rolę dla dawnych Słowian?
Cóż na razie brak na to szczególnych dowodów, chociaż zarówno ukształtowanie terenu jak i również wiele innych cech tej okolicy jak najbardziej spełniają wymogi dawnych Słowian, aby właśnie tutaj mogło istnieć takie miejsce. 


Czy to tylko przypadek?



Nadbużańskie tereny a zwłaszcza lasy są chyba najsłabiej rozpoznanymi i zbadanymi terenami. Tu wciąż króluje dzika przyroda są to tereny poprzecinane licznymi rozlewiskami i starorzeczami Bugu a także terenami podmokłymi i bagiennymi. Trudno dostępne tereny z dala od osiedli ludzkich lub słabo zaludnionych zachowały w sobie wciąż dzikość natury. Podczas naszych wędrówek po tych nadbużańskich lasach udało nam się natrafić w leśnych odstępach na teren, który nie pozostawiał żadnych złudzeń, iż został ukształtowany ludzką ręką. Dało się tu zauważyć wyraźne zarysy wałów obronnych i fos.






W pobliżu obwałowań trafiamy na dziwne skupisko kamieni i głazów. Ich rozmieszczenie pozwala przypuszczać, że to ludzie a nie przyroda w taki sposób je rozmieścili. Obecność głazów jest dla nas wskazówką, kto był sprawcą takiego ukształtowania terenu.







Po powrocie chcąc się dowiedzieć czegoś o tym miejscu rozpocząłem usilne poszukiwania, jednak moje wysiłki spełzły na niczym gdyż nie znalazłem na ten temat nawet najmniejszej wzmianki.
Gdy powróciliśmy tu wczesną zimą dopiero wówczas mogliśmy poznać prawdziwe kształty i rozmiary tegoż obiektu. Roślinność bez swojej zielonej szaty pozwoliła nam spojrzeć znacznie dalej niż latem. A kierowani ciekawością poznawaliśmy coraz to większy teren dostrzegając wciąż nowe rzeczy, które skrywała latem przed nami roślinność.






Nasze zimowe rozpoznanie terenu wręcz nas zaskoczyło gdyż obiekt ten okazał się być znacznie większy niż przypuszczaliśmy i jak się okazało był obiektem dwuczłonowym opartym o dość wysokie wzgórze, które zapewne także spełniało jakąś funkcję obronną.






Na tle śnieżnego puchu znaczniej łatwiej niż latem dostrzegamy kamienie i głazy, które bardzo często pokrywa zielony mech. Zauważamy również, że niektóre z tych kamieni noszą ślady obróbki i mają dziwne kształty jakby ktoś chciał je do czegoś dopasowując umieścić w jakiejś konstrukcji.





O tym jak wiele wierzeń i obyczajów dawnych Słowian przyjęło się do nowej wiary chrześcijańskiej chyba nie muszę nikogo przekonywać. Ale chyba warto wspomnieć o tym, że Słowianie jeszcze w czasach przedchrześcijańskich w dniu 24 grudnia obchodzili swoje święto nazywane Szczodrymi Godami lub Świętem Godowym, a na ziemiach ruskich Świętem Kolady, podczas którego spożywali uroczystą wieczerzę i śpiewano pieśni.





A więc życzę wszystkim Wesołych i Spokojnych Świąt.



Źródła:



- Wykorzystano fragment mapy Austro Węgierskiej z 1911 roku. M 33.Biała. Karte des westlichen Russlands. Mafsstab 1:100 000.

- „Rozprawy Tyczące się Pierwotnych Dziejów Polski przez S. wyd. 1847 rok.

- „Słowiańscy Bogowie”. Zebrał i w całość złożył Joachim Szyc. Wyd. 1865 rok.

- „Parafia Św. Anny w Białej Podlaskiej”. Ks. Roman Soszyński wyd. 2007 rok.

- „Grodziska wczesnośredniowieczne istniejące i domniemane na terenie dzisiejszego województwa bialskopodlaskiego”. Mieczysław Bienia. Wyd. 1998 rok.

- Własne obserwacje i ustalenia terenowe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz